Extra

Leszek Wspaniały: Ja tego jeszcze nie wygrałem4 min na czytanie

Leszek Wspaniały: Ja tego jeszcze nie wygrałem 1

– Leszek, ty schudłeś! – mówią mu na ulicy. Stracić kilkanaście, ba dokładnie 17 kilogramów, od maja, to nie lada wyczyn. Na siłownie karnetu nie kupił, ale trochę biega i jeździ na rowerze. Lepiej się odżywia. Jednak to co najważniejsze – dąży do celu. A nim jest start w Sławskim Festiwalu Triathlonu. Chciałby, aby historia zatoczyła koło, bo jako młody chłopak wystartował w sportowych zmaganiach nad jeziorem… w pierwszym takim festiwalu. Od tego czasu minęły 22 lat. – Jestem gotowy na to wyzwanie – deklaruje Leszek Wspaniały (43 l.).

Był to lipiec, ciepły i słoneczny dzień. W Sławie rozgrywano pierwsze triathlonowe zawody. Ich organizatorem był Jerzy Górski – człowiek wybitny, zdobywca podwójnego Ironmana. Nic dziwnego, że na starcie chętnych nie brakowało. Wśród nich on – młodzieniec. Najpierw dystans w wodzie, jazda na rowerze i bieg. Startował w kategorii VIP, a tam dobrzy biegacze, kolarze, pływacy. On dziennikarz, reporter, zresztą stawiający pierwsze kroki w tym zawodzie. Spróbował swoich sił, pokonał swoje słabości. Wpadł na metę szczęśliwy i uśmiechnięty, mimo tak dużego wysiłku.

– A potem dwie godziny próbowałem złapać oddech. Było to dla mnie wielkie przeżycie – nie ukrywa Wspaniały. Ten moment na zdjęciu uwidocznił fotograf Dariusz Mikołajewicz. – Ciężko opisać słowami to, co wtedy czułem. Satysfakcja? Tak, chyba to – wspomina. W kolejnych zawodach, za rok, nie wystartował. W każdych następnych też nie – sport zszedł na dalszy plan.

Studiował górnictwo, ale pod ziemię zarabiać pieniędzy nigdy nie zjechał. Marzył o tym, by zostać dziennikarzem sportowym. Przygodę z mediami rozpoczął ponad 20 lat temu w telewizji. Spędził tam na stażu kilka miesięcy. Trudno było pogodzić naukę, weekendowe wizyty na uczelni z relacjami z meczów. Powstawało „Radio Głogów”, szukali ludzi do pracy. – Zadzwonił Dariusz Przybylski i zapytał, czy chce u nich pracować? Długo się nie zastanawiałem, ofertę przyjąłem, zaczęło się… – sięga pamięcią. A w pamięci utkwiły mu szczególnie wyjazdy na mecze, których w swoim dorobku ma około stu.

– Nie było internetu i w telewizji też nie transmitowali spotkań. Chrobry piłkę kopał w niższych ligach. A ludzie siedzieli przed odbiornikiem czekając na relację – przypomina sobie. Potem było jeszcze Radio Plus, teraz Elka, gdzie na co dzień możemy usłyszeć jego głos. Prywatnie dumny mąż Iwony (39 l.) i ojciec Kuby (13 l.) dzielący obowiązki służbowe z tymi rodzinnymi, co nie jest wcale w tym fachu takie proste. Bo przecież dziennikarstwo to trochę jak służba ludziom – nie wiesz, co przyniesie los. – Mecz, wypadek, konferencja. Każdego dnia robisz coś innego i spotykasz na swojej drodze nowych ludzi. Ciężko coś zaplanować, bo to nie jest zmianowa praca, czyli taka od i do ustalonej godziny – rzuca.

I o sporcie, w tym aktywnym wydaniu, zapomniał. Kilogramów zaczęło przybywać. Przez lata tłumaczył sobie: ech, jakoś to będzie! – Jestem jaki jestem – wmawiał sobie. Ale łazienkowa waga nie kłamała, nie można było jej oszukać – wskazywała113 kg. Po przeczytaniu książki i obejrzeniu filmu „Najlepszy” o Jerzym Górskim wziął się w garść. Przypomniał sobie o bohaterze, tym samym, którego pamiętał z młodości, gdy startował w triathlonie w Sławie. Coś pękło, postanowił zmienić swoje życie. Postawił cel – w lipcu, za rok, historia musi się powtórzyć.

– Chcę znów pokonać ten dystans płynąc w wodzie, jadąc na rowerze i biegnąc do mety – przekonuje. Ruszać zaczął się w maju – od truchtu. Nic na siłę. Spokojnie, krok po kroku. Z piwnicy wyciągnął rowery i zaproponował najbliższym aktywny wypoczynek. Wycieczki do lasu im się spodobały. Za nim Bieg po Miód, przed nim listopadowy Bieg Gęsi. I trzeba przyznać, że dystans odważniejszy, bo liczący w granicach 8,5 km.

– Jeszcze muszę pływanie poprawić, może nawet nauczyć się na nowo, ale instruktora będę miał najlepszego – Jerzego Górskiego – zdradza nam. W szybkim tempie udało się zrzucić 17 kg. – Na pewno widać różnicę, bo wszyscy mi to mówią. Ostatnio kupiłem koszulkę rozmiaru L, a nie jak to wcześniej bywało XXL. Ludzie mnie zaczepiają, chwalą, ale będę przekorny i powtórzę te słynne słowa Jurka – ja tego jeszcze nie wygrałem – dorzuca.

Co dalej? Nie wie. Jeśli się uda, w co mocno wierzy, to wystartuje w sławskim triathlonie. Tak jak zakładał. A później być może sport na takim poziomie porzuci, ale z treningów nie zrezygnuje – dla samego siebie. – Czasami boję się, że złe nawyki, że zbędne kilogramy wrócą. Jeśli tak będzie, to przegram. Każdy ma swój Everest – sztuką nie jest wejść na sam szczyt, ale to, by z niego nie spaść.
MK

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra