Extra

Pierwsze takie jedzenie z foodtracka. Dla tej pasji porzucił szkołę2 min na czytanie

Pierwsze takie jedzenie z foodtracka. Dla tej pasji porzucił szkołę

Arkadiusz Borowiecki ma zaledwie 23 lata, a już od trzech prowadzi własny biznes. Właśnie rozpoczął nowy – otworzył Burgerownię Głogów. Taki młody, a taki pomysłowy. I pracy się nie boi. Przyznaje, że bardzo wcześnie zainteresował się gastronomią. Stała się jego pasją, to dla niej… porzucił szkołę. – Nie żałuję. To była jedna z lepszych decyzji w moim życiu – szczerze przyznaje, że postawił na biznes i prowadzi własną firmę od trzech lat. To jest nie tylko jego praca, ale i pasja, konik.

– Zajmowałem się organizowaniem imprez plenerowych, a teraz rozpoczynam nowy projekt – mówi nam pewnego ranka, gdy właśnie wszystko przygotowuje. Otwiera przyczepę i rozstawia leżaki. Rozpoczyna od dziewiątej rano, a pierwszych klientów wita o godz. 13, gdy już może im podać coś do jedzenia. Burgerownia na placyku przy ul. Koszarowej działa zaledwie od kilku tygodni, ale ma już swoich sympatyków, którym bardzo smakuje. – To jest miejsce w centrum Głogowa. Chcę, żeby stało się taką oazą, do której będzie można przyjść i posiedzieć – mówi.

Na razie jest foodtrack, czyli inaczej przyczepa gastronomiczna, w której przygotowuje swoje przysmaki, są leżaki, na których można się rozłożyć i posiedzieć. – Ale mam plany. Będzie tu plaża, parasole. Czekam na koncesję na piwo – zapowiada. I ma nadzieję, że uda mu się tu stworzyć bardzo fajne miejsce funkcjonujące także, gdy zrobi się zimniej. – Może ogrzewany ogródek? – zastanawia się.

– Mam nadzieję, że moje burgery smakują – mówi, że z chęcią przyjmie opinie, bo chce się zmieniać i rozwijać. – Włączam się w różnego rodzaju akcje. Dostałem puszkę od stowarzyszenia Amicus, a w jeden z weekendów każda złotówka ze sprzedanego burgera została przekazana na to stowarzyszenie – gwarantuje. Postawił na burgery, które są teraz bardzo modne. W obsłudze klientów pomaga mu mama. – Jeździłem po całej Polsce i odwiedziłem wiele burgerowni. Podpatrywałem pomysły, szukałem inspiracji. Ale część pomysłów jest moich. Na przykład nazwy burgerów – zapewnia.

Można u niego zjeść na przykład klasycznego głogowianina okraszonego jego autorskim sosem. Z wołowiną, ogórkiem kiszonym, pomidorem, sałatą i czerwoną cebulą. Podobno klienci bardzo sobie chwalą. Jest także amerykański spaślak, włoski cwaniak czy diabeł tasmański. Ale nie zapomniał także o tych, którzy za mięsem nie przepadają – dla nich przygotowuje burgera z plackiem ziemniaczanym, a także krążki cebulowe i mozarellę w panierce. – Dwa miesiące się przygotowywałem do otwarcia tego interesu – zapewnia. I ma nadzieję, że wypali, bo jest pierwszy taki w Głogowie.
DN

Podziel się informacją ...
  • 617
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra