Polityka i gospodarka

Zamknij

Koniec Eldorado na wsiach? Miliony zniknęły, inwestycje stanęły

Mateusz Komperda Mateusz Komperda 09:03, 27.03.2026 Aktualizacja: 15:25, 26.03.2026
2 Koniec Eldorado na wsiach? Miliony zniknęły, inwestycje stanęły

Kasa się skończyła? Samorządy biją na alarm, bo przecież było eldorado, dziś jest ściana.

::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}

Jeszcze dwa – trzy lata temu wójtowie przecierali oczy ze zdumienia, gdy na konta ich gmin spływały miliony z Polskiego Ładu. Tak było za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Dziś coraz częściej przecierają je z bezsilności. Nabory, procedury? Skomplikowane. Efekt? – Mamy taki inwestycyjny hamulec ręczny zaciągnięty na wsiach – nie ukrywa Bartłomiej Zimny, wójt gminy Głogów.

Miliony były. Teraz są... statystyki

Liczby nie kłamią – a przynajmniej tak twierdzi część samorządowców i politycy opozycji. Podczas konferencji prasowej lokalni działacze PiS-u wyciągnęli “twarde dane”. Podliczali, że powiat głogowski: w latach 2022–2023 dostał z rządowych pieniędzy ponad 26 mln zł, a w latach 2024–2025 było to niespełna 9 mln zł. Spadek o ponad 17 mln zł. Jeszcze gorzej wygląda to w gminach, choć nie wszystkie – na prośbę posła Wojciecha Zubowskiego (PiS), takie dane o rządowych pieniądzach na inwestycje przedstawiły.

W Jerzmanowej jest to aż minus 23,6 mln zł. Gmina Kotla i gmina Głogów? Tutaj trzeba brać poprawkę na to, że w ostatnich latach rządów PiS-u spłynęły tam ogromne pieniądze na strefę inwestycyjną, na jej uzbrojenie – i tak Kotla jest teraz na minus 205 mln zł, gm. Głogów na minus 179 mln. Jedno raczej jest pewne, czyli to, że obie te gminy – gdyby nie planowana strefa – nigdy wcześniej, ani też później, takich pieniędzy by nie dostały. Jedynie miasto Głogów trzyma się względnie stabilnie, choć i tu widać spadek – jak wyliczyli radni PiS-u o 40 mln zł. 

Wójtowie: Nie ma naborów. Po prostu

A jak jest w rzeczywistości? – Nie ma już takich naborów jak kiedyś – żałuje wójt gminy Kotla Kamila Suchocka-Szperlik. Gmina próbowała sięgnąć po środki z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg, bo potrzeb nadal jest sporo. Bez skutku. Dwa lata z rzędu. Udało się jedynie zdobyć rządowe pieniądze na mieszkanie wspomagane. A przecież jeszcze niedawno inwestycje szły pełną parą: remont urzędu, ośrodka zdrowia, świetlice, przedszkole.

To były konkretne pieniądze przy niskich wkładach własnych

– podkreśla.

Ale wójt przypomina, że za PiS-u też nie była to tylko kraina miodem płynąca. – Warto zaznaczyć, że w tym samy czasie wprowadzone przez rząd zmiany w sposobie naliczania dochodów dla samorządów spowodowały istotną obniżkę naszych dochodów, z których finansujemy bieżącą działalność: funkcjonowanie jednostek, utrzymanie dróg, dofinansowanie oświaty – zauważa. 

Polski Ład? Prosty wniosek, szybkie pieniądze

– Nie powiem złego słowa o założeniach programu Polski Ład dla samorządów – zwraca uwagę wójt gminy Żukowice Krzysztof Wołoszyn. – Wnioski były proste, procedury nie sprawiały problemów – nie ukrywa. I dodaje coś, co powtarza wielu włodarzy: – Szczególnie dla gmin wiejskich to było koło zamachowe – nie ma wątpliwości. Drogi, kanalizacje, świetlice – inwestycje, które przez lata odkładano, nagle mogły ruszyć.

Dziś? – Rządowy Fundusz Dróg istniał od bardzo dawna i istnieje. Zawsze zmieniała się jedynie skala środków przyznawanych przez rząd. Raz było więcej, innym razem mniej – mówi Wołoszyn. Zauważa jednak, że od lat otrzymywali pieniądze właśnie z tego funduszu. Tym razem też dostali. – W tym roku nasz wniosek otrzymał wsparcie na poziomie 50 procent – wylicza. A pieniądze unijne? Teoretycznie tych nie brakuje. Są fundusze unijne, są programy regionalne, są tzw. ZIT-y, czyli Zintegrowane Inwestycje Terytorialne.

Zawsze była ich różnorodność i ważne, że w ogóle jeszcze są. Przecież w ubiegłym roku też pozyskaliśmy środki unijne. Ważne są zasady, regulaminy i cel. Ja dziś nie rozglądam się za środkami na termomodernizację, bo to mam praktycznie za sobą – dodaje wójt, że gmina złoży niebawem kolejny duży projekt. – Jestem dobrej myśli, co do jego rozstrzygnięcia

– zapewnia.

Problem w tym, że dla wielu gmin są bariery nie do przeskoczenia. Jedną z nich jest wskaźnik zamożności, który z wielu projektów wyklucza chociażby gminę Jerzmanowa. Jedno jest pewne - bez gotowego projektu nie ma startu. Bez wkładu własnego – nie ma szans. Wójt Pęcławia Dorota Jewniewicz mówi wprost.

Nie sięgam po większe środki, gdy wiem, że gmina mogłaby mieć problem z udźwignięciem wkładu własnego

– opowiada nam, że pieniądze z Polskiego Ładu nie wymagały dużego zaangażowania środków gminnych. – Przy wyższym wkładzie i większym ryzyku, do inwestycji musimy podchodzić znacznie ostrożniej. Myślę, że kluczowe jest nie tylko to ile pieniędzy trafia do samorządów, ale czy mogą one planować rozwój w sposób przewidywalny i długofalowy – kontynuuje. Jednak wtedy na stole leżały konkretne kwoty – na tyle duże, że grzechem było nie brać... bez względu na wcześniejsze plany i wizje.

Najostrzej sytuację ocenia wójt gminy Głogów Bartłomiej Zimny. – Tamte środki były historyczne. Wieś zaczęła nadrabiać zaległości – mówi. –

Teraz znów może pojawić się przepaść między miastem a wsią

– obawia się.

Ta gmina dzięki Polskiemu Ładowi zrealizowała inwestycje za dziesiątki milionów złotych. – Jeśli nie pojawią się nowe programy, rozważam emisję obligacji. Inaczej rozwój po prostu się zatrzyma – martwi się.  A potrzeby nie znikają: nowe domy, nowe drogi, chodniki, oświetlenie. – Ludzie się budują, a my musimy nadążyć – dodaje.

Polityczna wojna o pieniądze

Spór o fundusze szybko przeniósł się na poziom polityczny. – Największe pieniądze trafiają dziś do dużych miast. O gminach wiejskich się zapomina – przekonuje poseł PiS Wojciech Zubowski. – Widać to gołym okiem. Kończymy stare inwestycje – te za PiS-u, ale nowych jest jak na lekarstwo – mówi.

– Nabory trwają i będą kolejne – odpowiada mu poseł Łukasz Horbatowski (Koalicja Obywatelska). – Trzeba po te środki sięgać i składać wnioski – zachęca samorządowców. Choć nie tylko ich. Podkreśla, że dostępne są także programy bez wkładu własnego, zwłaszcza na działania społeczne – nawet do 500 tys. zł. – Narracja, że pieniędzy nie ma, może zniechęcać samorządy do działania – dodaje.

::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}

Problem polega na tym, że oba światy – prostych pieniędzy z Polskiego Ładu i bardziej skomplikowanych funduszy unijnych – rządzą się zupełnie innymi zasadami. Dokumentacja, wskaźniki, wkład własny. Wtedy pieniądze płynęły szerokim strumieniem. Dziś trzeba o nie walczyć i być może po prostu chcieć po nie sięgnąć. By droga powstała, by nie była dziurawa. Z czekami na miliony nikt już pod gminne urzędy nie przyjeżdża.

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (2)

Taka prawda Taka prawda

9 0

I co tam towarzyszu szpicbródka mówicie że pieniądze są a jakoś wójtowie innego zdania to chyba kłamiecie towarzyszu. Na zdrowie niema na nic niema oto efekt waszych nieudolnych rządów dwuketnich

09:44, 27.03.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

kriskris

3 0

uśmiechajmy się brygada :-)

10:34, 27.03.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myglogow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%