Kasa się skończyła? Samorządy biją na alarm, bo przecież było eldorado, dziś jest ściana.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Jeszcze dwa – trzy lata temu wójtowie przecierali oczy ze zdumienia, gdy na konta ich gmin spływały miliony z Polskiego Ładu. Tak było za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Dziś coraz częściej przecierają je z bezsilności. Nabory, procedury? Skomplikowane. Efekt? – Mamy taki inwestycyjny hamulec ręczny zaciągnięty na wsiach – nie ukrywa Bartłomiej Zimny, wójt gminy Głogów.
Liczby nie kłamią – a przynajmniej tak twierdzi część samorządowców i politycy opozycji. Podczas konferencji prasowej lokalni działacze PiS-u wyciągnęli “twarde dane”. Podliczali, że powiat głogowski: w latach 2022–2023 dostał z rządowych pieniędzy ponad 26 mln zł, a w latach 2024–2025 było to niespełna 9 mln zł. Spadek o ponad 17 mln zł. Jeszcze gorzej wygląda to w gminach, choć nie wszystkie – na prośbę posła Wojciecha Zubowskiego (PiS), takie dane o rządowych pieniądzach na inwestycje przedstawiły.
W Jerzmanowej jest to aż minus 23,6 mln zł. Gmina Kotla i gmina Głogów? Tutaj trzeba brać poprawkę na to, że w ostatnich latach rządów PiS-u spłynęły tam ogromne pieniądze na strefę inwestycyjną, na jej uzbrojenie – i tak Kotla jest teraz na minus 205 mln zł, gm. Głogów na minus 179 mln. Jedno raczej jest pewne, czyli to, że obie te gminy – gdyby nie planowana strefa – nigdy wcześniej, ani też później, takich pieniędzy by nie dostały. Jedynie miasto Głogów trzyma się względnie stabilnie, choć i tu widać spadek – jak wyliczyli radni PiS-u o 40 mln zł.
A jak jest w rzeczywistości? – Nie ma już takich naborów jak kiedyś – żałuje wójt gminy Kotla Kamila Suchocka-Szperlik. Gmina próbowała sięgnąć po środki z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg, bo potrzeb nadal jest sporo. Bez skutku. Dwa lata z rzędu. Udało się jedynie zdobyć rządowe pieniądze na mieszkanie wspomagane. A przecież jeszcze niedawno inwestycje szły pełną parą: remont urzędu, ośrodka zdrowia, świetlice, przedszkole.
To były konkretne pieniądze przy niskich wkładach własnych
– podkreśla.
Ale wójt przypomina, że za PiS-u też nie była to tylko kraina miodem płynąca. – Warto zaznaczyć, że w tym samy czasie wprowadzone przez rząd zmiany w sposobie naliczania dochodów dla samorządów spowodowały istotną obniżkę naszych dochodów, z których finansujemy bieżącą działalność: funkcjonowanie jednostek, utrzymanie dróg, dofinansowanie oświaty – zauważa.
– Nie powiem złego słowa o założeniach programu Polski Ład dla samorządów – zwraca uwagę wójt gminy Żukowice Krzysztof Wołoszyn. – Wnioski były proste, procedury nie sprawiały problemów – nie ukrywa. I dodaje coś, co powtarza wielu włodarzy: – Szczególnie dla gmin wiejskich to było koło zamachowe – nie ma wątpliwości. Drogi, kanalizacje, świetlice – inwestycje, które przez lata odkładano, nagle mogły ruszyć.
Dziś? – Rządowy Fundusz Dróg istniał od bardzo dawna i istnieje. Zawsze zmieniała się jedynie skala środków przyznawanych przez rząd. Raz było więcej, innym razem mniej – mówi Wołoszyn. Zauważa jednak, że od lat otrzymywali pieniądze właśnie z tego funduszu. Tym razem też dostali. – W tym roku nasz wniosek otrzymał wsparcie na poziomie 50 procent – wylicza. A pieniądze unijne? Teoretycznie tych nie brakuje. Są fundusze unijne, są programy regionalne, są tzw. ZIT-y, czyli Zintegrowane Inwestycje Terytorialne.
Zawsze była ich różnorodność i ważne, że w ogóle jeszcze są. Przecież w ubiegłym roku też pozyskaliśmy środki unijne. Ważne są zasady, regulaminy i cel. Ja dziś nie rozglądam się za środkami na termomodernizację, bo to mam praktycznie za sobą – dodaje wójt, że gmina złoży niebawem kolejny duży projekt. – Jestem dobrej myśli, co do jego rozstrzygnięcia
– zapewnia.
Problem w tym, że dla wielu gmin są bariery nie do przeskoczenia. Jedną z nich jest wskaźnik zamożności, który z wielu projektów wyklucza chociażby gminę Jerzmanowa. Jedno jest pewne - bez gotowego projektu nie ma startu. Bez wkładu własnego – nie ma szans. Wójt Pęcławia Dorota Jewniewicz mówi wprost.
Nie sięgam po większe środki, gdy wiem, że gmina mogłaby mieć problem z udźwignięciem wkładu własnego
– opowiada nam, że pieniądze z Polskiego Ładu nie wymagały dużego zaangażowania środków gminnych. – Przy wyższym wkładzie i większym ryzyku, do inwestycji musimy podchodzić znacznie ostrożniej. Myślę, że kluczowe jest nie tylko to ile pieniędzy trafia do samorządów, ale czy mogą one planować rozwój w sposób przewidywalny i długofalowy – kontynuuje. Jednak wtedy na stole leżały konkretne kwoty – na tyle duże, że grzechem było nie brać... bez względu na wcześniejsze plany i wizje.
Najostrzej sytuację ocenia wójt gminy Głogów Bartłomiej Zimny. – Tamte środki były historyczne. Wieś zaczęła nadrabiać zaległości – mówi. –
Teraz znów może pojawić się przepaść między miastem a wsią
– obawia się.
Ta gmina dzięki Polskiemu Ładowi zrealizowała inwestycje za dziesiątki milionów złotych. – Jeśli nie pojawią się nowe programy, rozważam emisję obligacji. Inaczej rozwój po prostu się zatrzyma – martwi się. A potrzeby nie znikają: nowe domy, nowe drogi, chodniki, oświetlenie. – Ludzie się budują, a my musimy nadążyć – dodaje.
Spór o fundusze szybko przeniósł się na poziom polityczny. – Największe pieniądze trafiają dziś do dużych miast. O gminach wiejskich się zapomina – przekonuje poseł PiS Wojciech Zubowski. – Widać to gołym okiem. Kończymy stare inwestycje – te za PiS-u, ale nowych jest jak na lekarstwo – mówi.
– Nabory trwają i będą kolejne – odpowiada mu poseł Łukasz Horbatowski (Koalicja Obywatelska). – Trzeba po te środki sięgać i składać wnioski – zachęca samorządowców. Choć nie tylko ich. Podkreśla, że dostępne są także programy bez wkładu własnego, zwłaszcza na działania społeczne – nawet do 500 tys. zł. – Narracja, że pieniędzy nie ma, może zniechęcać samorządy do działania – dodaje.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Problem polega na tym, że oba światy – prostych pieniędzy z Polskiego Ładu i bardziej skomplikowanych funduszy unijnych – rządzą się zupełnie innymi zasadami. Dokumentacja, wskaźniki, wkład własny. Wtedy pieniądze płynęły szerokim strumieniem. Dziś trzeba o nie walczyć i być może po prostu chcieć po nie sięgnąć. By droga powstała, by nie była dziurawa. Z czekami na miliony nikt już pod gminne urzędy nie przyjeżdża.
Seniorzy z Głogowa czekają latami na obiady
Szkoda było inwestować kasę na remont skoro nic nie można
Bati
18:21, 2026-05-28
Przejście przy zamku w Głogowie ponownie zamknięte
Przejście dla pieszych zlokalizowane przed Mostem Tolerancji w Głogowie funkcjonuje w warunkach typowych dla infrastruktury o podwyższonym ryzyku konfliktu ruchu pieszego i tranzytowego, ponieważ znajduje się bezpośrednio na odcinku drogi krajowej DK12, gdzie natężenie ruchu jest wysokie, a udział pojazdów ciężkich i ruchu przelotowego istotny, co samo w sobie obniża margines bezpieczeństwa reakcji kierowców. W tego typu lokalizacjach kluczowym problemem nie jest pojedynczy czynnik, lecz suma zjawisk: prędkość rzeczywista pojazdów często odbiega od administracyjnie dopuszczalnej, percepcja pieszych przez kierowców jest ograniczona przez geometrię drogi oraz elementy infrastruktury mostowej, a sama koncentracja kierujących skupia się na manewrze wjazdu lub zjazdu z obiektu inżynierskiego, co zmniejsza zdolność do szybkiego wychwycenia osoby wchodzącej na przejście. W praktyce bezpieczeństwo w takich punktach analizuje się w oparciu o statystyki zdarzeń drogowych, jednak w przypadku pojedynczych przejść nie zawsze istnieje publicznie dostępny, precyzyjny i aktualny zbiór danych przypisany wyłącznie do jednego zebry, co powoduje, że ocena opiera się na agregatach dla odcinków dróg oraz zgłoszeniach policyjnych i systemach typu mapa zagrożeń. Mimo tego w przestrzeni publicznej oraz w analizach BRD (bezpieczeństwa ruchu drogowego) miejsca tego typu klasyfikuje się jako potencjalne punkty podwyższonego ryzyka, szczególnie gdy dochodzi do realnych incydentów, w tym potrąceń pieszych, sytuacji wymuszeń hamowania awaryjnego oraz konfliktów wynikających z niejednoznacznej widoczności. Każde zdarzenie tego typu ma znaczenie systemowe, ponieważ wskazuje nie tylko na błąd użytkownika drogi, ale przede wszystkim na niewystarczającą odporność infrastruktury na błędy ludzkie. Dodatkowym problemem jest efekt percepcyjny związany z konstrukcją mostową i zmianą wysokości oraz oświetlenia, co może powodować chwilowe zaburzenia adaptacji wzroku kierowcy, szczególnie przy zmiennych warunkach pogodowych, nocą lub przy silnych kontrastach świetlnych. W takich warunkach pieszy staje się obiektem o niskiej kontrastowości względem tła, a czas reakcji kierowcy ulega skróceniu jedynie teoretycznie, natomiast w praktyce często jest niewystarczający do bezpiecznego zatrzymania pojazdu przy prędkości ruchu tranzytowego. Dochodzi również aspekt organizacyjny, gdzie brak pełnej separacji ruchu pieszego i kołowego oznacza, że cała odpowiedzialność za uniknięcie konfliktu spoczywa na bieżącej percepcji uczestników ruchu, co w analizie inżynierskiej uznaje się za rozwiązanie o niskiej niezawodności. W wielu podobnych lokalizacjach w Polsce i Europie stosuje się klasyczne środki redukcji ryzyka, takie jak sygnalizacja wzbudzana, fizyczne ograniczenie prędkości poprzez elementy uspokojenia ruchu, poprawę doświetlenia strefy przejścia, a w przypadkach najbardziej obciążonych ruchem wdraża się całkowitą separację ruchu poprzez przejścia bezkolizyjne, czyli kładki lub przejścia podziemne. Dyskusje lokalne wokół tego miejsca wskazują na typowy konflikt interesów: z jednej strony utrzymanie ciągłości ruchu pieszego, z drugiej minimalizacja wpływu przejścia na przepustowość drogi krajowej, co w sytuacjach krytycznych prowadzi nawet do rozważania czasowej lub trwałej likwidacji przejścia, co samo w sobie jest sygnałem, że obecny układ nie spełnia optymalnych kryteriów bezpieczeństwa i efektywności. Podsumowując, jest to punkt infrastrukturalny o cechach podwyższonego ryzyka wynikających z kumulacji czynników: wysokiego natężenia ruchu, braku pełnej separacji, ograniczeń widoczności oraz specyfiki zachowań kierowców na odcinku tranzytowym. W takich warunkach nawet pojedyncze zdarzenia drogowe mają znaczenie diagnostyczne i wskazują na potrzebę przebudowy systemowej, a nie jedynie korekt kosmetycznych. Z perspektywy inżynierii ruchu drogowego najbardziej racjonalnym kierunkiem jest eliminacja konfliktu przestrzennego, ponieważ każda forma „ostrożności użytkownika” jest w tym miejscu rozwiązaniem o ograniczonej skuteczności i wysokiej zmienności. krótko mówiąc przejście trzeba zamknąć bo kino ludzie i mogą ginąć ludzie po karetka nie przejdzie bo są korki
mentor
17:25, 2026-05-28
[FOTO] Tłumy kibiców idą na stadion!
Czekali czekali ale pomarańczowych koszulek nie ubrali. Koło mnie na sektorze F sporo takich teraz
Kazek z Metziga
17:02, 2026-05-28
Seniorzy z Głogowa czekają latami na obiady
Pani Nyk Jubilat oddano w tym roku, proszę nie pisać bzdur.
kofka
16:58, 2026-05-28
18 1
I co tam towarzyszu szpicbródka mówicie że pieniądze są a jakoś wójtowie innego zdania to chyba kłamiecie towarzyszu. Na zdrowie niema na nic niema oto efekt waszych nieudolnych rządów dwuketnich
12 2
uśmiechajmy się brygada :-)
0 0
Heeej
5 0
Jaki Ład....taki skład
..lipa
5 0
Nie zmierzyli sił na zamiary, się przeliczyli.
4 0
oho... coś czuję że zaraz zlecą się "inwestorzy" chętni do pomocy w pozyskiwaniu takich środków...
1 0
i na ch...j to wszystko rudy wam nadawał?
0 0
Ja lubię się uśmiechać, ale jak widać uśmiech w Polsce jest źle widziany.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myglogow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz