Extra

Zamknij

Szkolne automaty w Głogowie do likwidacji? Dietetyk bije na alarm

Mateusz Komperda Mateusz Komperda 10:55, 10.04.2026 Aktualizacja: 11:38, 10.04.2026
1 Szkolne automaty w Głogowie do likwidacji? Dietetyk bije na alarm

Szkolne automaty pod ostrzałem. Zdrowa żywność? Rodzice twierdzą, że to fikcja.

::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

Miało być zdrowiej niż w dawnych sklepikach szkolnych. Wyszło… jak zwykle. Przynajmniej zdaniem rodziców, którzy zgłosili się do naszej redakcji. Są oburzeni tym, co dzieci kupują dziś w szkolnych automatach. Takie ustawione są na korytarzach w niemal w każdej szkole w Głogowie. – W środku nadal cukier i przetworzone jedzenie – mówią wprost. – Dzieci kupią tyle słodyczy, na ile pieniędzy dadzą im rodzice – ripostują dyrektorzy.

::addons{"type":"facebook-encouragement"}

Automat zamiast sklepiku. I ten sam problem

Jeszcze kilka lat temu szkolne korytarze pachniały drożdżówkami i pizzerkami ze sklepiku. Ale czasy się zmieniły. Jest nowocześniej. Dziś króluje automat – szybki, bezobsługowy, nowoczesny.

Dzieci chętnie korzystają z automatów. Popyt jest duży

– nie ukrywa pracownik firmy obsługującej urządzenia w naszym regionie. Nie chce, by podawano jego dane, ani dane firmy. Woli w tej sprawie pozostać anonimowy.

Kolorowe opakowania, szybki zakup, brak kontroli. Problem w tym, że – jak relacjonują rodzice – w środku zamiast zdrowych produktów dominują batoniki, chrupki i słodkie napoje. Często z dopiskiem „fit”, „light” albo „bez dodatku cukru”.

– To jest mydlenie oczu. Dziecko nie analizuje składu. Widzi słodkie – bierze słodkie – mówi jedna z matek.

U nas obok automatu jest też wodopój z wodą

– pokazuje nam Iwona Matyjas, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 w Głogowie. Ktoś korzysta? Wyjaśnia, że korzysta ten, kto wie, że woda jest zdrowa. A wiedza bierze się nie tylko ze szkoły, ale i z domu. Zaglądamy więc do automatu. – Proszę zobaczyć, że batony są, ale z płatkami i owsianką. Jest też woda. Napój z napisem – bez dodatku cukru – mówi. Podobnie jest w innych głogowskich szkołach. 

Co wolno sprzedawać w szkole?

Teoretycznie wszystko jest jasne. Przepisy dokładnie określają, co może trafić do sprzedaży w szkołach.

Jak informuje Państwowa Inspekcja Sanitarna, zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 26 lipca 2016 roku, w automatach i sklepikach szkolnych mogą znajdować się wyłącznie określone grupy produktów. To m.in.: świeże owoce i warzywa, produkty zbożowe (np. pieczywo, kanapki), nabiał (np. jogurty, mleko), woda. Ponadto produkty o obniżonej zawartości cukru, soli i tłuszczu, spełniające określone normy. Lista może być dodatkowo doprecyzowana przez dyrektora szkoły – w porozumieniu z radą rodziców.

I tu zaczynają się schody. – Przepisy przepisami, ale wszystko rozbija się o interpretację. Bo jeśli batonik ma mniej cukru niż standardowy, to już niby spełnia normy – zauważa jeden z rodziców.

Sanepid przypomina jednak jasno: sprzedaż produktów spoza dopuszczonej listy może skutkować karą finansową. – Kto sprzedaje środki spożywcze niezgodne z przepisami, podlega karze pieniężnej – podkreśla Wioletta Chodorowska, Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Głogowie.

Co ciekawe, w ostatnich latach do inspekcji nie wpłynęły żadne oficjalne skargi dotyczące automatów. Rodzice kwitują krótko: bo nikt nie wierzy, że coś to zmieni.

Dzieci chorują coraz wcześniej

Problem szkolnych przekąsek to tylko wierzchołek góry lodowej. Dane są alarmujące.

Około 30 procent dzieci w wieku 7–9 lat ma nadwagę lub otyłość. U 46 procent dzieci stwierdza się podwyższony poziom cholesterolu

– mówi dietetyczka Agnieszka Mrozkowiak-Górska.

I dodaje. – Trafiają do nas coraz młodsze dzieci. Pięcio-sześcioletnie z cukrzycą, problemami z sercem. Otyłość to choroba, którą trzeba leczyć, a nie bagatelizować – podkreśla.

Jej zdaniem szkoła powinna być miejscem, które realnie wspiera zdrowe nawyki. Choć przecież wiele zależy też od rodziców. To oni mogą do plecaka włożyć maluchom owoce. – To tu dzieci spędzają dużą część dnia. To tu można pokazać, że przekąska to na przykład jabłko – zauważa.

To wina szkoły… a może rodziców?

Na ulicy pytamy mieszkańców. Emocji nie brakuje. – Pamiętam sklepiki szkolne. Było wszystko – słodycze, bułki, zapiekanki. Ale jakoś to było bardziej ludzkie – mówi 34-letni pan Daniel. – Teraz stoi maszyna i nikt nad tym nie panuje. Moim zdaniem to w dużej mierze wina szkoły – twierdzi.

– Nie demonizujmy. To rodzice dają dzieciom pieniądze – zwraca uwagę pani Małgorzata (50 l.). – Jak dziecko dostaje codziennie, to codziennie coś kupi. Jak raz w tygodniu – to raz w tygodniu – dodaje, że zakazy nic nie dadzą. Jak zlikwidują automaty, dzieci pójdą do sklepu obok szkoły. – Tam dopiero mają wybór. Najbardziej kusi to, co zakazane – nie ma wątpliwości.

::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

Automaty są wygodne. Dla szkół – bo nie trzeba prowadzić sklepiku. Dla firm – bo biznes się kręci. Dla dzieci – bo wszystko jest na wyciągnięcie ręki.

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

wojt_glogowskiwojt_glogowski

1 2

Dlaczego w szkołach już nie ma automatów z papierosami?

11:03, 10.04.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myglogow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%