Szkolne automaty pod ostrzałem. Zdrowa żywność? Rodzice twierdzą, że to fikcja.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Miało być zdrowiej niż w dawnych sklepikach szkolnych. Wyszło… jak zwykle. Przynajmniej zdaniem rodziców, którzy zgłosili się do naszej redakcji. Są oburzeni tym, co dzieci kupują dziś w szkolnych automatach. Takie ustawione są na korytarzach w niemal w każdej szkole w Głogowie. – W środku nadal cukier i przetworzone jedzenie – mówią wprost. – Dzieci kupią tyle słodyczy, na ile pieniędzy dadzą im rodzice – ripostują dyrektorzy.
::addons{"type":"facebook-encouragement"}
Jeszcze kilka lat temu szkolne korytarze pachniały drożdżówkami i pizzerkami ze sklepiku. Ale czasy się zmieniły. Jest nowocześniej. Dziś króluje automat – szybki, bezobsługowy, nowoczesny.
Dzieci chętnie korzystają z automatów. Popyt jest duży
– nie ukrywa pracownik firmy obsługującej urządzenia w naszym regionie. Nie chce, by podawano jego dane, ani dane firmy. Woli w tej sprawie pozostać anonimowy.
Kolorowe opakowania, szybki zakup, brak kontroli. Problem w tym, że – jak relacjonują rodzice – w środku zamiast zdrowych produktów dominują batoniki, chrupki i słodkie napoje. Często z dopiskiem „fit”, „light” albo „bez dodatku cukru”.
– To jest mydlenie oczu. Dziecko nie analizuje składu. Widzi słodkie – bierze słodkie – mówi jedna z matek.
U nas obok automatu jest też wodopój z wodą
– pokazuje nam Iwona Matyjas, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 w Głogowie. Ktoś korzysta? Wyjaśnia, że korzysta ten, kto wie, że woda jest zdrowa. A wiedza bierze się nie tylko ze szkoły, ale i z domu. Zaglądamy więc do automatu. – Proszę zobaczyć, że batony są, ale z płatkami i owsianką. Jest też woda. Napój z napisem – bez dodatku cukru – mówi. Podobnie jest w innych głogowskich szkołach.
Teoretycznie wszystko jest jasne. Przepisy dokładnie określają, co może trafić do sprzedaży w szkołach.
Jak informuje Państwowa Inspekcja Sanitarna, zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 26 lipca 2016 roku, w automatach i sklepikach szkolnych mogą znajdować się wyłącznie określone grupy produktów. To m.in.: świeże owoce i warzywa, produkty zbożowe (np. pieczywo, kanapki), nabiał (np. jogurty, mleko), woda. Ponadto produkty o obniżonej zawartości cukru, soli i tłuszczu, spełniające określone normy. Lista może być dodatkowo doprecyzowana przez dyrektora szkoły – w porozumieniu z radą rodziców.
I tu zaczynają się schody. – Przepisy przepisami, ale wszystko rozbija się o interpretację. Bo jeśli batonik ma mniej cukru niż standardowy, to już niby spełnia normy – zauważa jeden z rodziców.
Sanepid przypomina jednak jasno: sprzedaż produktów spoza dopuszczonej listy może skutkować karą finansową. – Kto sprzedaje środki spożywcze niezgodne z przepisami, podlega karze pieniężnej – podkreśla Wioletta Chodorowska, Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Głogowie.
Co ciekawe, w ostatnich latach do inspekcji nie wpłynęły żadne oficjalne skargi dotyczące automatów. Rodzice kwitują krótko: bo nikt nie wierzy, że coś to zmieni.
Problem szkolnych przekąsek to tylko wierzchołek góry lodowej. Dane są alarmujące.
Około 30 procent dzieci w wieku 7–9 lat ma nadwagę lub otyłość. U 46 procent dzieci stwierdza się podwyższony poziom cholesterolu
– mówi dietetyczka Agnieszka Mrozkowiak-Górska.
I dodaje. – Trafiają do nas coraz młodsze dzieci. Pięcio-sześcioletnie z cukrzycą, problemami z sercem. Otyłość to choroba, którą trzeba leczyć, a nie bagatelizować – podkreśla.
Jej zdaniem szkoła powinna być miejscem, które realnie wspiera zdrowe nawyki. Choć przecież wiele zależy też od rodziców. To oni mogą do plecaka włożyć maluchom owoce. – To tu dzieci spędzają dużą część dnia. To tu można pokazać, że przekąska to na przykład jabłko – zauważa.
Na ulicy pytamy mieszkańców. Emocji nie brakuje. – Pamiętam sklepiki szkolne. Było wszystko – słodycze, bułki, zapiekanki. Ale jakoś to było bardziej ludzkie – mówi 34-letni pan Daniel. – Teraz stoi maszyna i nikt nad tym nie panuje. Moim zdaniem to w dużej mierze wina szkoły – twierdzi.
– Nie demonizujmy. To rodzice dają dzieciom pieniądze – zwraca uwagę pani Małgorzata (50 l.). – Jak dziecko dostaje codziennie, to codziennie coś kupi. Jak raz w tygodniu – to raz w tygodniu – dodaje, że zakazy nic nie dadzą. Jak zlikwidują automaty, dzieci pójdą do sklepu obok szkoły. – Tam dopiero mają wybór. Najbardziej kusi to, co zakazane – nie ma wątpliwości.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Automaty są wygodne. Dla szkół – bo nie trzeba prowadzić sklepiku. Dla firm – bo biznes się kręci. Dla dzieci – bo wszystko jest na wyciągnięcie ręki.
Ukradli wiatę Nadleśnictwu. Bezczelność bez granic!
Dziwne, ale taka sama stoi od wczoraj u mojego sąsiada. Pewnie przypadek.
Marek
13:19, 2026-04-10
Szkolne automaty do likwidacji?
Dlaczego w szkołach już nie ma automatów z papierosami?
wojt_glogowski
11:03, 2026-04-10
Motocyklista stracił nogę, sprawca idzie do więzienia
Bandyta za kółkiem tłumaczył się, i co ,tylko 50 tyś.zł jednorazowo + i 3 lub 5 tys renty inwalidzkiej.
Vlod88
10:43, 2026-04-10
Podpisanie umowy na remont dachu remizy
Przecież OSP ma takiego prezesa fachowca od remontów to czemu dachu nie zrobi,nie stać gminy na niego ?Czy boją się że nie podoła?
Bezsens
10:15, 2026-04-10
1 2
Dlaczego w szkołach już nie ma automatów z papierosami?
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myglogow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz