Extra

Ratujmy chorego Antosia! Żyje, choć rokowania były tragiczne2 min na czytanie

Ratujmy chorego Antosia! Żyje, choć rokowania były tragiczne

Chłopiec urodził się zdrowy w lipcu 2016 roku. Był drugim dzieckiem. Kiedy miał 2 miesiącenaglestracił apetyt, odrzucił mleko matki. Przez 12 godzin nic nie jadł. Trafił do szpitala, gdzie zdiagnozowano u niego dystrofię mięśniową Duchenne’a. To choroba genetyczna, która postępuje i jest nieodwracalna, nie ma na nią lekarstwa. Krótko mówiąc, chłopiec ma zanik mięśni.

– Czuliśmy żal do siebie, że przekazaliśmy naszemu dziecku chorobę, o której nie mieliśmy pojęcia – mówi Barbara Lewicka (33 l.), która dodaje, że natychmiast wykonali w rodzinie badania genetyczne, aby znaleźć źródło. Okazało się, że w rodzinie poza Antosiem nikt nie ma tego genu, a u chłopca wada powstała samoistnie. – W Poznaniu dowiedzieliśmy się, że zwyczajnie mieliśmy pecha, że choroba zaatakowała naszego synka – mówi pani Barbara.

Lekarze zakładali, że Antoś nie przeżyje do trzeciego roku życia. Dziś ma skończone cztery latka i choć nie widać choroby na zewnątrz, dziecko bardzo cierpi. Wskazuje miejsca na ciele, które go bardzo bolą. Maluch z wielką trudnością wchodzi po schodach, a chód zmienił się z prostego na „kaczy”, w którym więcej pracują biodra niż stopy. Antoś bardzo szybko się męczy, musi odpocząć po najmniejszej zabawie. – Ludzie nie mają świadomości, jak wygląda ten potwór. Widzą małego uśmiechniętego chłopca i uważają, że jest zdrowy – mówi Łukasz Lewicki (36 l.), ojciec Antosia.

Chłopiec ma ścisłą dietę, bo ma również problemy z wypróżnianiem, wypada mu jelito, a ponadto ma osłabiony układ odpornościowy i z łatwością łapie infekcje, które są trudne do wyleczenia. Antoś również jest opóźniony intelektualnie. – Miesięczny koszt rehabilitacji, pedagoga, logopedy, pieluchomajtek oraz dbania o odporność dziecka jest wysoki – tłumaczy pani Barbara. Rodzice mają świadomość, że przed nimi heroiczna walka o życie ich ukochanego synka, który będzie wymagał specjalistycznego sprzętu, łóżka, pionizatora, który dziś kosztuje 14 tys. zł. – Choroba naszego dziecka jest potworem. Najpierw zabiera mięśnie i dziecko siada na wózek. Później jest łóżko, tlen, respirator i wiadomo… – przerywa mama.

Rodzinie chorego chłopca zależy tylko na tym, aby ich dziecko miało szczęśliwe życie – życie, które nadal trwa. W rodzinnym gronie wszyscy angażują się w pomoc Antosiowi. Otulony opieką rodziców, dziadków, siostry i dalszej rodziny nie zauważa różnicy między swoim światem, a tym przeciętnego dziecka. Dla małego głogowianina prowadzona jest zbiórka datków do puszki w Autokomisie Mariusz Osikiewicz przy ul. Kolorowej 12 w Głogowie. Głogowska grupa miłośników samochodowych Night Racing w lipcu zorganizowała spot z przeznaczeniem dla Antosia. Ale to wciąż za mało. Można pomóc rodzinie wpłacając datki na konto fundacji Zdążyć z pomocą: 42 2490 0005 0000 4600 7549 3994, tytułem: 31322 Lewicki Antoni, darowizna na pomoc o ochronę zdrowia.
RED

Podziel się informacją ...
  • 460
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra