Extra

Roman Jarzyna: Można powiedzieć, że obaj – wraz z Jurkiem Górskim – byliśmy i jesteśmy szalonymi ludźmi!3 min na czytanie

Roman Jarzyna: Można powiedzieć, że obaj – wraz z Jurkiem Górskim – byliśmy i jesteśmy szalonymi ludźmi!

Był maj 1987 roku, kiedy wpadli na pomysł zorganizowania biegu dla dzieci i młodzieży. Dystans krótki, ale chętnych były setki. I zablokowali ówczesną ulicę Świerczewskiego – dziś to ul. Sikorskiego. – Wystarczył jeden telefon do sekretarza – wspominają. Mowa o Jurku Górskim i Romanie Jarzynie. Tak właśnie zaczęła się ich wspólna przygoda, która ciągle trwa.

– Wolę stać z boku, zrobić swoje i mieć satysfakcję – mówi Roman Jarzyna (60 l.), który od wielu lat wraz z Jurkiem Górskim organizuje zawody sportowe dla tych młodszy i starszych mieszkańców naszego miasta. Pracy jest dużo, wyzwań jeszcze więcej. A i ciągle jakieś nowe marzenia pojawiają się na horyzoncie. Jak wtedy w latach 80-tych, kiedy się poznali. – Żona skończyła studia na Uniwersytecie Śląskim. Pamiętam, że oddelegowali ją do pracy w powstającej przychodni zajmującej się przeciwdziałaniem narkomani w Głogowie – wspomina.

Los tak chciał, że akurat w tym samym czasie i do tego samego miejsca wysłano też Jurka Górskiego, który wyszedł z nałogu. – A wraz z nim tutaj pojawiła się Helena Terlecka z MONAR-u. Wyzwań było naprawdę wiele – dodaje. Niestety Głogów znajdował się wysoko na liście tych miast z problemami narkotykowymi. Chorych były ich setki. Czasy inne, bo handel używkami wręcz kwitł na ulicach. Spotykali się przede wszystkim na placu Tysiąclecia. – Była tam taka kawiarnia – nie było dnia, kiedy ktoś nie podciął sobie w niej żył – przypomina. Później narkomani przenieśli się na Mogador. – Tam też działy się cuda. Ludzie umierali. Niechętnie poddawali leczeniu – nie ukrywa. Ale ich ciężka praca dała efekty.

Choć oczywiście walka z narkomanią trwała latami. Też poprzez sport, bo przecież nie mogło być inaczej. – Można powiedzieć, że obaj byliśmy – i jesteśmy – szalonymi ludźmi. Trochę zbzikowanymi na punkcie sportu. Od razu, w tamtych latach, postanowiliśmy zrobić coś wspólnego – mówi Jarzyna. Zorganizowali bieg dla uczniów ulicą Świerczewskiego. Od tego wszystko się zaczęło.

Pomysłów było dużo. To było trochę jak… uzależnienie. – Uzależnienie od sportu, które wyciągało ludzi z dna. Zwłaszcza tym młodym, którzy każdego dnia na to wszystko patrzyli, trzeba było zaproponować jakąś alternatywę – opowiada.

Terapie i wysiłek fizyczny działały cuda. Wielu udało się uratować, innych ochronić przed narkomanią. A oni organizowali kolejne zawody. Jednymi z najważniejszych były mistrzostwa Europy w duathlonie, które odbyły się w 1997 roku. Już później takiej rangi wydarzenia tutaj nie było. – Trzeba było zablokować ruch dla samochodów na dużym rondzie – Konstytucji 3 Maja, ale też wiele innych ulic. To była wielka impreza, odbiła się echem poza granicami naszego kraju. Nawet Eurosport relacjonował mistrzostwa w telewizji. Zrobiliśmy to tutaj – cieszy się na samą myśl o tym.

I ten sam duet – Górski i Jarzyna wciąż działają. Wcale nie z mniejszym rozmachem, nie z mniejszą energią. Ale lat przybyło. – Mam tyle lat, na ile się czuję! – żartuje Jarzyna. Czyli wciąż jest nastoletnim człowiekiem, z głową pełną pomysłów, ale też cennym doświadczeniem. Można śmiało powiedzieć, że wszystkie imprezy biegowe w regionie, odbywają się przy ich udziale. Tą największą jest oczywiście Cross Straceńców na Górkowie. Na starcie meldują się tysiące śmiałków. Trasa niełatwa, taka dla prawdziwych twardzieli. A kiedy przyjdzie czas na odpoczynek lub zasłużoną emeryturę? O tym nie chcą nawet słyszeć. Jarzyna odwraca głowę i mówi, że czasu to mu brakuje, ale na bieganie. W tym roku przebiegł ponad 400 km.
RED

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra