Extra

Seks za pieniądze w dobie pandemii. Prostytutki: na brak klientów nie narzekamy3 min na czytanie

Seks za pieniądze w dobie pandemii. Prostytutki: na brak klientów nie narzekamy

Pod jeden z hoteli co jakiś czas podjeżdża samochód, z którego wychodzi pan z telefonem w ręku. Dzwoni, a rozmowa trwa chwilę. Po niej znika za hotelowymi drzwiami i wychodzi po niespełna godzinie. Ledwie zdąża wyjechać z parkingu, a jego miejsce zajmuje kolejne auto. Tym razem na głogowskich numerach. Sytuacja się powtarza. Mężczyźni szturmują hotel, bo w środku czeka na nich ubrana skąpo Nina*. W Głogowie jest pierwszy raz. – Kilka zbliżeń w godzinie w każdej pozycji, namiętne pocałunki, pieszczoty – opowiada. 

Drzwi uchyla tak, aby nie było jej widać. Po ich zamknięciu przedstawia się. Ma na sobie ma skąpą bieliznę i szlafrok. Pokój nie jest duży. Za sprawą zsuniętych żaluzji panuje w nim półmrok. W tle gra muzyka, a na nocnej szafce, ustawionej tuż koło łóżka leżą prezerwatywy. – Nigdy nie zgadzam się na seks bez zabezpieczenia – wyjaśnia 30-latka, która od klientów sporo wymaga. Podstawą jest higiena i dobre maniery. Wariatów i zboczeńców odstrasza cena, bo 200 zł, które trzeba zapłacić za godzinę to sporo w tej branży. – Ja tak nisko nie schodzę. Zależy mi na mężczyznach z klasą. Dzięki większej stawce przychodzą ci z większą kulturą osobistą – zdradza. W pamięci ma kilka sytuacji, w których odmawiała spotkania. Za drzwiami lądowali pijani, brudni i wulgarni. – Takich nie znoszę – wyznaje Nina. 

Sporo wymaga, wiele oferuje. W ogłoszeniu proponuje nieomal wszystko, ale dodaje, że w granicach rozsądku. – Klasyczny, francuski, hiszpański – to tylko niektóre z propozycji. – Zdarzają się bardziej wymagający. Rządni przemocy, wiązania, kajdanek – opowiada. Czasem ulega, ale wszystko zależy od klienta. – Zgadzam się, kiedy klient jest miły. Jeżeli nie, może liczyć jedynie na „standard” – wyjaśnia. Zdradza też, że potrafi szybko doprowadzić spotkanie „do końca”. – Umiem dobrze udawać – śmieje się.

Dziennie potrafi przyjąć nawet dziesięciu klientów. – Najlepiej mają ci, co przychodzą jako pierwsi – mówi. Przy końcu dnia, brakuje czasem sił – tłumaczy. Czemu jest w tym biznesie? Pieniądze. Dziennie 2 tys. zł, miesięcznie nawet 30 tys. – Łatwy pieniądz – mówi bez ogródek. Nie ma wyrzutów sumienia. Zajęcie traktuje jak normalną pracę. Jeździ po Polsce. 

W Głogowie często bywa też 35-latka – Marta*, która za godzinę bierze mniej – 150 zł. W cenniku ma nawet opcję 15 minut, która kosztuje 100 zł. Komentarzy zadowolonych panów w internecie nie brakuje. Piszą, że wspaniała lala, wspominają o kwintesencji kobiecości. Niektórzy błagają, by wróciła z Legnicy czy Wrocławia. Są również ci, którzy dzień spotkania z nią nazywają najpiękniejszym w życiu. – Kochanie, dodaj więcej fotek bez bielizny, a drzwi nie będą się zamykać – namawiają.

Marta na brak klientów nie narzeka. Ma już renomę, bo w branży jest od lat. – Przychodzi wielu stałych klientów, mam ich numery w telefonie – zdradza. To mężczyźni, którzy mają żony, pracują w okolicznych zakładach. Wielu pełni też wyższe stanowiska. Spotkania z Martą traktują jako odskocznię od codzienności. Czekają, na kolejne spotkania. Ale 35-latka zamierza wycofać się z branży i napisać książkę. O kulisach pracy prostytutki. 

Panie łączy jedno – koronawirusem się nie przejmują. A ich klienci? – W maseczkach nie przychodzą. Zresztą nawet jakby przychodzili, to i po co? Przecież kontakt jest – mówią prostytutki i machają ręką: Co ma być to będzie. Z czegoś trzeba żyć. 
RED

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra