Extra

Siostra Urszula z Kwielic świętuje 93. urodziny! Poznajcie piękną historię Jadwiżanek3 min na czytanie

Siostra Urszula z Kwielic świętuje 93. urodziny! Poznajcie piękną historię Jadwiżanek

Siostra Urszula w Kwielicach jest najdłużej spośród wszystkich Jadwiżanek. Pracuje tu już od 57 lat i chociaż sił jej ubyło, nie wyobraża sobie mieszkać gdzie indziej. Mieszkańcy Kwielic nie wyobrażają sobie swojej wsi bez siostry Urszuli, i w ogóle bez wszystkich Jadwiżanek, które w ich wsi są już od 93 lat.

Siostry ze zgromadzenia św. Jadwigi przede wszystkim poświęcają się pracy dla ludzi. Siostra Celina wspomina, że pierwsza placówka Jadwiżanek na tym terenie była w Głogowie, jeszcze przed pierwszą wojną światową. Siostry prowadziły dom dziecka we współpracy z parafią Redemptorystów. W 1945 r. dom został zniszczony. Do Kwielic Jadwiżanki przyjechały w 1926 r. na prośbę tamtejszego proboszcza. – W domu, w którym do dziś mieszkamy, mieszkał samotny ogrodnik. Siostry się nim opiekowały, a on w zamian za pomoc ofiarował nam swój dom po śmierci – mówi siostra Celina.

Wspomina, że Jadwiżanki początkowo w Kwielicach wykonywały typowe parafialne prace. Były organistkami czy zakrystiankami, nauczały religii i opiekowały się chorymi w domach. – Wśród sióstr były wykwalifikowane pielęgniarki, poza tym prowadziły coś w rodzaju apteki. Z czasem organizowały kursy dla dziewcząt, uczyły je szycia czy gotowania. W czasach komuny, gdy popowstawały PGR – y i inne spółdzielnie, prowadziły ochronkę dla dzieci, bo nie było jeszcze wtedy przedszkoli. Rodzice szli do pracy, a dzieci zostawały pod opieka Jadwiżanek – opowiada siostra Celina, która w Kwielicach jest od dziewięciu lat, więc tamtych czasów nie pamięta.

– Teraz pracujemy w parafii, uczymy religii, a oprócz tego każdemu służymy pomocą. Naszym głównym zadaniem jednak jest modlitwa. Czujemy się potrzebne tym ludziom w Kwielicach, a oni są potrzebni nam – zapewnia siostra Celina. Siostra Urszula, bardzo dobrze pamięta odległą przeszłość. Wspomina, że w młodości pod jej opieka było całe gospodarstwo, które siostry wtedy prowadziły. Były owce, świnie, kury, kaczki i gęsi. Siostry gotowały obiady, na które przychodzili księża z okolicy. – Sześciu proboszczów obsługiwałam, poza tym sprzątałam kościół – wspomina siostra Urszula. Teraz mimo podeszłego wieku i utraty sił, też nie lubi siedzieć bezczynnie. Specjalnie dla niej siostry trzymają psa i kota. Odwiedza także starszych, chorych ludzi. Siostry noszą chabrowe welony z białymi wypustkami oraz czarne habity o tej porze roku, ale latem ubiorą białe.

– Składamy śluby ubóstwa, nie zabiegamy o dobra materialne, lecz duchowe. Wiemy, że te wszystkie rzeczy, które mamy, są tylko dane nam do użytku – zapewnia siostra Celina, która przyznaje, że dla niektórych współczesnych ludzi siostry jawią się jak ktoś z kosmosu. Ale póki co w Kwielicach zostają, nawet zamierzają się rozwijać. Po wakacjach trzy siostry ma zasilić czwarta, bo pracy jest dużo, a Urszula nie ma już sił. Poza tym siostry prowadzą teraz inwestycję – zburzyły starą stodołę i budują na podwórku nowe pomieszczenie gospodarcze.
DN

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra