Extra

Uparł się, by żyć!Michał Rogalski po dwóch latach walki pokonał nowotwór złośliwy, ale usłyszał kolejną złą diagnozę4 min na czytanie

Automatycznie zapisany szkic 358

Pokonał chłoniaka Hodgkina. Teraz usłyszał kolejną diagnozę: ostra białaczka szpikowa. – Nie poddaję się i będę walczył – zapewnia Michał Rogalski, mieszkaniec Gaworzyc.

W internecie mobilizacja, żona prowadzi bloga o jego chorobie i życiu z nią, uruchomiona zbiórka po tygodniu osiągnęła 80 proc. zamierzonego celu. Michał i jego żona Marta nie są anonimowi. On od wielu lat mieszka w Gaworzycach. Po ślubie do Gaworzyc trafiła też Marta.

– Kocham męża, on mieszkał tutaj z rodzicami. Naturalne było, że tu zostaniemy – mówi. Założyła kwiaciarnię, poznała koleżanki, zaangażowała się w działalność stowarzyszenia Lepsze jutro, twórzmy dziś. Czuli się szczęśliwi, mimo że los ich wspólną drogę od początku gmatwał. Marta jest właśnie w trakcie pakowania. W poniedziałek (10.06.) przeprowadza ich do Wrocławia, do wynajętego mieszkania. Chce być blisko Michała, który następne tygodnie spędzi we wrocławskiej Klinice Hematologii i Transplantacji Szpiku.

Leczenie jest intensywne, ze szpitala wyjdzie po miesiącu tylko na kilka dni, więc do Gaworzyc zapewne długo nie zawita – Chcę opowiedzieć naszą historię, bo jesteśmy wdzięczni za okazaną pomoc. Trudno znaleźć słowa, jakimi możemy podziękować wszystkim, którzy nas wspierają – mówi Marta.

– Chcę obalać mity, że choroba nowotworowa to tylko szpital i ciągłe widmo śmierci. Chcemy pokazywać, jak wygląda nasza rzeczywistość i jak może wyglądać przyszłość, o której ciągle myślimy i którą planujemy. Informuję na co konkretnie potrzebujemy pieniędzy, że są to dodatkowe leki, dojazdy, których koszty są nam zwracane na zasadach refundacji. Jest wiele rzeczy nieoczywistych, niedopowiedzianych. Dlatego powstał profil „Uparłem się, by żyć” – dodaje żona Michała.

Zbiórka na leczenie Michała jest zrealizowana w ponad 80 proc., do Rogalskich zgłosiły się też osoby, które przechodziły chorobę, pokonały ją. Polecają lekarzy, stowarzyszenia wspierające chorych i podpowiadają, jak organizować niełatwą rzeczywistość. Dźwięk, że przyszła wiadomość, słyszy w dzień i w nocy.

O białaczce małżeństwo dowiedziało się pod koniec maja, choć już w kwietniu wyniki Michała były bardzo złe. A jeszcze chwilę wcześniej planowali wyjazd za granicę, chcieli zacząć wszystko od nowa, zostawić chorobę, zapomnieć o niej w nowym miejscu. Aż tu nagle okazuje się, że Michał jest bardzo chory i przez miesiąc musi mieć przetaczaną krew. Myśleliśmy, że pokonany dwa lata temu chłoniak wrócił, ale diagnoza nas powaliła, zrównała z ziemią.

W tej samej klinice, na tym samym oddziale, dowiedzieliśmy się, że to nie chłoniak, a białaczka – wspomina Marta. Leczenie Michał zaczął bardzo szybko. W środę (29.05.) usłyszał diagnozę, a w poniedziałek był już na oddziale i przyjmował chemię. Jego stan był taki, że każda najmniejsza bakteria była śmiertelnym zagrożeniem.

– Jestem tam przy mężu, kiedy jest mu źle. Przynoszę wegetariańskie obiady, bo oboje nie jemy mięsa. Kiedy gorączkuje, ma dreszcze,wspieram. Kiedy nie ma sił, kasuję czułe stopy. Ogarniam sprawy urzędowe, takie jak komisja lekarska, przedłużenie ubezpieczenia. Rozmawiam z lekarzami i o wszystko pytam. Jestem dociekliwa, bo wiedza może uratować jego życie. Jeżeli mogę coś zrobić, to robię – wyjaśnia.

Kiedy myślą o pierwszej chorobie, to wiedzą, że wiele rzeczy chłoniak zabrał, ale też wiele podarował. – Pozytywów jest więcej. Najtrudniejsza jest dla nas rozłąka. Najbardziej doświadczyliśmy tego po autoprzeszczepie, kiedy tygodniami mogłam Michałowi jedynie pomachać. On stał w oknie na pierwszym piętrze, a ja z telefonem pod budynkiem. Czasem nie miał siły na mówienie, bardzo schudł – wspomina Marta. Jednak za każdym razem oboje mieli nadzieję, że to ostatnia chemia, krótkie leczenie i koniec.

– Śmierć dotknęła nas dwa razy, dlatego przeciwko niej skierowaliśmy wszystkie nasze siły – zapewnia. Są chwile załamania, zmęczenie, ale obydwoje mocno trzymają się scenariusza na przyszłość. Tego jak po wszystkim będą spacerować nad rzeką we Wrocławiu, odwiedzać wegańskie knajpy. Marta w najbliższym czasie chce pójść do pracy. Już myśli, jak wszystko zorganizować, poukładać. – Jestem w tym dobra. Jestem szansą dla mojego męża. Co do walki i poświęcenia, to myślę, że każdy zrobiłby to samo, żeby ocalić osobę, którą kocha. Mój mąż jest całym moim światem, więc walczę jakby o siebie – dodaje.
EW
fot:nadesłane

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra