FotoSport

Vive rzuciło 11 bramek więcej od Chrobrego. Porażka z mistrzem Polski8 min na czytanie

Vive rzuciło 11 bramek więcej od Chrobrego. Porażka z mistrzem Polski

Od wczesnych godzin porannych na niebie nad Głogowem zbierały się czarne chmury. Jednak z nich deszczu nie było. Grad bramek padł w hali przy ul. Wita Stwosza, gdzie miejscowy Chrobry walczył o ligowe punkty w PGNiG Superlidze z mistrzem Polski – Łomżą Vive Kielce.

Witalij Nat był ważną postacią w szeregach Vive Kielce – w piątkowy wieczór (14.05.) znów spotkał się ze swoim byłym klubem, ale już w zupełnie innej roli. Na ławce trenerskiej. W barwach rywali na parkiecie mogliśmy zobaczyć z kolei Szymona Sićko, byłego rozgrywającego Chrobrego. Co jeszcze łączy oba kluby? Niewiele. W tabeli ogromna przepaść, na boisku zresztą też więcej argumentów z pewnością mieli kielczanie. Kibice tych pierwszych powinni być zadowoleni z faktu, że do składu po kontuzji wrócił Jakub Orpik. I rozwiązał się problem z kołem. Choć ten młody zawodnik wciąż nie ma zmiennika, bo uraz Damiana Krzysztofika okazał się na tyle poważny, że doświadczony gracz nie zagra już do końca bieżącego sezonu. Szczypiorniści Vive zdecydowanie lepiej rozpoczęli ten mecz rzucając cztery bramki z rzędu. Chrobrego nieco zaskoczyli wysoką obroną – wyskakując dwoma zawodnikami do przodu. Długo bez gry pozostawał Oleksandr Tilte, którego rywale sumiennie kryli. Ciężar gry na swoje barki musiał wziąć Adam Babicz – nie tylko w rozegraniu piłki, ale też w rzutach. Pierwszy trafił dobrze dysponowany w ostatnich tygodniach Rafał Jamioł. I zrobiło się wyrównane spotkanie. Chrobry zaczął gonić Vive wykorzystując chociażby dwa rzuty karne – ich etatowym wykonawcą w tym sezonie jest Marcel Zdobylak. Tilte trafił dopiero w 13. minucie na 4:6 a później nasi mogli zdobyć nawet bramkę kontaktową, lecz po drugiej stronie boiska popełniali proste błędy w ataku lub po prostu nie popisywali się skutecznością. A szkoda, bo okazji mieli sporo. Tym bardziej, że pomiędzy słupkami świetne interwencje notował Rafał Stachera. Talant Dujshebaev, widząc co się dzieje na parkiecie, był wkurzony. Na ławce rezerwowych mistrzów Polski zrobiło się nerwowo. Jednym ruchem ręki nakazał rezerwowym, by rozpoczęli rozgrzewkę. Chwilę później zaczął dokonywać zmiany. Dało to efekty. W 21. minucie przewaga kielczan wynosiła ponownie cztery bramki – w 21. minucie na listę strzelców wpisał się Sićko. Sporo było nonszalancji z obu stron, brakowało nieco koncentracji, co jakiś czas wdzierało się rozluźnienie. Nic dziwnego, że Chrobry wciąż walczył – na 8:10 rzucił do pustej bramki… Stachera. Końcówka tej pierwszej połowy to dominacja ekipy z Kielc. Schodząc do szatni na przerwę prowadziła 12:17.

Trzeba przyznać, że po zmianie stron nie było to porywające sportowe widowisko. Kielce kontrolowały przebieg gry na parkiecie. Chrobry, mimo chęci, niewiele więcej mógł zrobić. W pewnym momencie strata urosła do siedmiu bramek – w starciu z tak silnym przeciwnikiem nie do odrobienia. Oczywiście podopieczni Nata szarpali, próbowali zniwelować przewagę. Czasami udawało im się to, na chwilę. Głogowianie śmiało, ale zarazem beztrosko atakowali Vive, które kontratakowało i zaczęło rzucać bramki seriami. Na dwie minuty przed końcem ich przewaga osiągnęła 11 bramek – najpierw Sigvaldi Gudjonsson z zimną krwią pokonał Michała Kapelę, następnie to samo zrobił Sićko. Na tablicy wyników zrobiło się 20:31. Takim też wynikiem zakończył się ten pojedynek.
RED

Zobacz inne

Więcej w Foto