Barbara Matyjasik, rzeczniczka Nadleśnictwa Głogów, zabrała nas w podróż – do lasu, ale dokładnie do szkółki leśnej „Obisz” w okolicach Jerzmanowej.
Nietrudno tam trafić, bo droga jest dobrze oznakowana. To właśnie tam produkuje się sadzonki drzewek – różnych gatunków. Są ich miliony. – Można powiedzieć: od malutkiego nasionka do drzewa – pokazuje nam.
Ostatnie sadzenie lasu w Głogówku w gm. Kotla cieszyło się wielkim zainteresowaniem, bo wzięło w nim udział ponad sto osób. Coś pięknego, bo posadzono tam około 10 tysięcy sadzonek drzew – sosny i dębu bezszypułkowego. Liczby robią wrażenie. Także te, które mówią o tym, ile sadzonek drzew powstaje w szkółce należącej do Nadleśnictwa Głogów. Aż trudno w to uwierzyć.
W tym roku nasze nadleśnictwo planuje odnowić ponad 120 hektarów lasu – potrzebujemy do tego w granicach miliona sadzonek
– wylicza Barbara Matyjasik.
[FOTORELACJANOWA]6723[/FOTORELACJANOWA]
Dużo pracy. Powierzchnię pod przyszły las trzeba przygotować, zaorać, rozdrobnić. – Musimy przygotować sobie tą odpowiednią ilość sadzonek i odpowiednie gatunki tych sadzonek, które będą dostosowane do warunków siedliskowych, gdzie je będziemy sadzić – wyjaśnia, że sadzonki trzeba samemu wyprodukować. I taki właśnie proces rozpoczyna się tutaj. – Ich produkcja czasami zaczyna się wiele lat wcześniej – dodaje.
Leśnicy najpierw muszą zebrać nasiona, potem je przygotować do siewu. – Nadleśnictwa mają swoją bazę drzewostanów nasiennych, wyselekcjonowanych drzew – tłumaczy rzeczniczka. Niektóre nasiona spadają na ziemię, inne trzeba zebrać z drzew stojących. – Jeśli chodzi o dęby, to żołędzie zbieramy z ziemi. Nasiona świerka musimy zbierać z drzew stojących zanim w ogóle te szyszki jeszcze się otworzą. Ich zbieraniem zajmują się wyspecjalizowane firmy – mówi.
Nasiona trafiają do Leśnego Banku Genów, gdzie przechodzą proces wyłuszczania, oczyszczania, oceny nasion, oceny kiełkowania i dopiero w momencie uzyskania czystych nasion, mogą wrócić z powrotem do szkółki. – I wtedy dopiero są wysiewane.
Wszystkie sadzonki, które tutaj produkujemy, to są sadzonki z odkrytym systemem korzeniowym – wysiewane do gruntu. Zwróćmy uwagę na to, że mamy w Polsce regionalizację nasienną. Polega ona na tym, że generalnie nie możemy sobie wysiać i posadzić u nas sosny wyprodukowanej z nasion pozyskanej chociażby z drugiego końca Polski. Stosujemy takie nasiona, które są pozyskane z terenów o zbliżonych warunkach
– zaznacza.
Wydawać mogłoby się, że może to już koniec. Nic z tego. Potem sadzonki są pielęgnowane. Niektóre spędzą tutaj rok, kolejne nawet dwa-trzy lata. Oczywiście w zależności od gatunku. – Zaczyna się pielenie chwastów, zabezpieczanie ich przed ptactwem, kontrola – wymienia jednym tchem listę zadań. – Cały czas trzeba mieć oczy szeroko otwarte – nie ukrywa Barbara Matyjasik.
Mówi, że każdy z nas może wyhodować sobie drzewko koło domu. Na przykład dęba. Wystarczy znaleźć zdrowego żołędzia – sprawdzić, by był pełny, nie był chory. Wystarczy wsadzić go w ziemię, dość płytko i czekać. Po kilku latach wyrośnie drzewko. Warto spróbować.
(MK)
1 0
Miliony sadzonek a lasu coraz mniej